Piekarnioki

Czyli piece do wypieku chleba

Piekarnioki były niewielkimi, osobnymi budynkami, składającymi się z przedsionka oraz pieca, w których mieszkańcy Giszowca mogli samodzielnie wypiekać chleby i ciasta. Stanowiły one nie tylko spore udogodnienie dla gospodyń domowych, lecz były także miejscami, w których kwitło życie towarzyskie. Wszak przy pieczeniu najlepiej się „klachało”.

Piekarniok przy Zollstraße
Piekarniok przy Zollstraße

Gerard Kasperczyk, w rozmowie z Grażyną Szewerdą, wspominał: „Ludzie wypiekali sami chleby. Każdy mioł dzierzka w domu, do ciastek i sie każdy wyrabiał som. Raz w tygodniu każdy mioł swoja parta do pieczenio, to było nazwisko napisane na patyku, że dzisiaj piecze o tej godzinie pierwszo parta albo drugo parta, takich partów było pięć na dzień w każdym piekarnioku. Po chlebie sie piekło kołocz, jak kto mioł uroczystości jakieś, to każdy tam sie blacha upiekł, ale po chlebie dopiero. Jak sie chleb wyciągło, to sie potym kołoc wraziło. Naookoło Giszowca były lasy, szło sie do lasa i chrustu nazbierało do podpalenia. A drzewo dostawali każdy do węgla, już były pocięte metry i każdy dostoł taki, może tego było z pół kubika. To drzewo było na podpałka do dom i do piekarnioka. (…) Potem sie na wózku wywoziło, każdy sie zabieroł. Chleby były przeważnie okrągłe, średnicy 60-80 centymetrów. Godzina chleb był w piecu, później zaś była przesodzka – odwrócić i umyć ten chlyb, i zaś z powrotem do pieca. Piec sie napaliło i wygrzebało, bo było grzebło tam kej i łopata, i szmatom sie wyczyściło tyn piec. Szmata mokro, woda i sie wyczyściło. (…) Piekarnioki wszystkie łobalili, ani jednego na pamiątka nie zostawili, nic”.


Piekarniok przy Kowalczyka
Piekarniok przy Kowalczyka

Piekarnioków w Giszowcu było 7. Czasami błędnie mówi się o ośmiu, co wynika zapewne ze sprawozdania finansowego, które w swojej książce o osiedlu przedstawił profesor Reuffurth. Prawdopodobnie do sumy kosztów budowy pieców doliczono również ten wybudowany dla giszowieckiej piekarni. Piece dostępne dla mieszkańców znajdowały się w następujących miejscach:

  1. Róg Zollstraße i Försterstraße
  2. Róg Susannastraße i Körberstraße
  3. Róg Körberstraße i Janowstraße
  4. Róg Gerlachstraße i Agathestraße
  5. Południowo-zachodni kraniec Jakobstraße
  6. Róg Pepitastraße i Zillmannstraße
  7. Róg Bergtalstraße Gerlachstraße



Niy było osobno palyniska i osobno komory wypieku. Była ino jedna – najpierw sie w niej paliło drzewem, aż sie szamota nagrzoła (mój ojciec palił w piecu jak była nasza parta). Nie było termometra i żeby sprawdzić, czy piec mo odpowiednio temperatura, to owijało sie drewniano łopata mokrom szmatom i wkłodało do pieca. Jak ta mokro szmata po zetknięciu z gorącą szamotom zasyczała to temperatura była OK. I wtedy grackom sie wygarniało resztki drzewa przed piec, resztki z pieca sie wymiotło i wsadzało sie wcześniej przygotowany wyruszany chleb ze słomionki. Niy moga zapomnieć tego zapachu świeżo pieczonego chleba. A przed swiętami albo weselym piykło sie kołocz, to były dopiyro zapachy!” – wspominał Alojzy Lubowiecki.